Tagi
Przewodnik turystyczny i opinie
Kategorie: Wszystkie | Film | Kuchnia | Literatura | Miejsca | Muzyka | Praga | Varia
RSS
sobota, 22 grudnia 2012
Farby wodne

Koniec roku skłania do podsumowań. Odkąd sobie trochę odpuściłam i nie chcę już być idealna lubię je robić. Wychodzę z założenia, że po stronie plusów zawsze będzie więcej, a to co się nie udało w mijającym roku, uda się w przyszłości. Bo dlaczego nie? Pamiętam o ważnych spotkaniach, bezinteresownych sąsiadach, dobrych chwilach i inspirujących książkach. W radiowej Trójce trwa ranking książek, dzięki którym zapamiętamy rok 2012. Przejrzałam sobie folder ze spisem moich lektur i ta książka to jedna z tych, o których będę długo pamiętać. Dziwne, że nie pisałam tu o niej, pasuje przecież do tego bloga, a ja gorąco polecam jej lekturę.



Historia czeskiej Żydówki, która przetrwała Auschwitz być może tylko dlatego, że dostała zlecenie malowania portretów Romów do badań antropologicznych doktora Mengele. Była mu potrzebna do tworzenia dokumentacji eksperymentów medycznych i prowadzonych badań pseudonaukowych. Więźniów traktował jak przedmioty, po zużyciu, przeznaczał ich do utylizacji, do komór gazowych. Wolał akwarele uzdolnionej plastycznie Diny niż fotografie, bo twierdził, że znacznie lepiej oddają kolor skóry Romów. Tę część książki czytałam po kawałku, mdliło mnie przy opisach poczynań doktora i jego pomocników.

Druga część książki to historia konfliktu między Diną Gottliebovą a Muzeum w Auschwitz i Romami o ocalałe akwarele. Nie jestem w stanie opowiedzieć się po żadnej ze stron. Czy obrazy powinny zostać w muzeum? Czy są jednak własnością malarki, mimo iż malowane na zlecenie Mengele. Czy powinny do niej wrócić (teraz już raczej do jej spadkobierczyń)? Nie wiem. Na tym też polega talent reporterski Lidii Ostałowskiej. Ona opisuje rzeczywistość. Historia jest wielowątkowa, ale każdy fragment służy opisywanej historii. Autorka ani na moment nie traci z oczu tematu książki. Nie ulega pokusom aby rozwinąć któryś z pobocznych wątków bardziej niż jest to potrzebne. Autorka jest przezroczysta, racje i prawo głosu rozdaje po równo, jest obiektywna i rzeczowa. Język jest oszczędny ale książka budzi emocje i porusza.

Farby wodne to jedna z najlepszych reporterskich książek jakie czytałam. I zupełnie nie jest ważne, w którym roku ;)

 

sobota, 31 grudnia 2011
O Milenie

O Milenie Jesenskiej wiedziałam tyle, ile pisze Wikipedia. I oczywiście nie raz czytałam o jej bliskiej znajomości z Franzem Kafką. Najpierw wpadły mi w ręce jej teksty publicystyczne Ponad nasze siły, wydane w serii reportażowej Czarnego. Ale przeleżały nieczytane parę ładnych miesięcy właściwie nie wiadomo dlaczego. Okazało się, że czekały na swoje preludium – biografię Jesenskiej pióra szwedzkiego pisarza, dziennikarza i krytyka literackiego Steva Sema-Sandberga, którą pochłonęłam w dwa wieczory. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne w serii Lilith, poświęconej niezwykłym kobietom.

Nie mogłam się oderwać od dramatycznych losów Mileny, kobiety niezwykłej, niezależnej, inteligentnej, odważnej i bardzo samotnej. Wychowywała się bez matki, zmagając się z brakiem akceptacji i odrzuceniem przez ojca. Jej wybory nie były jednoznaczne. Bohaterka rozczula nieporadnością z jaką starała się zwrócić na siebie uwagę otoczenia, denerwuje skrajnym egoizmem, wzbudza podziw niezłomnością przekonań i poczynań. Jej postać jest wieloznaczna, skomplikowana i fascynująca…

W Jesenskiej urzeka mnie jej sposób na wolność, podczas gdy całe życie zmagała się ze zniewoleniem. Tym sposobem było pisanie. Zawsze pisała o rzeczach ważnych nawet jeśli były codzienne i powszednie. Miała dar obserwacji i wyciągania wniosków. I nie bała się ich wyciągać. Pozostała wolna do końca. Zmarła w niemieckim obozie koncentracyjnym dla kobiet Ravensbrück.

 




Ravensbrück. O Milenie Jesenskiej / Steve Sem-Sandberg, przeł. Irena Kowadło-Przedmojska. Wołowiec, Wydawnictwo Czarne, 2009 (Seria Lilith)

 

Ponad nasze siły. Czesi, Żydzi i Niemcy, wybór publicystyki z lat 1937-1939 / Milena Jesenská, wyboru dokonali Václav Burian i Leszek Engelking, przeł. i przedmową opatrzył Leszek Engelking. Wołowiec, Wydawnictwo Czarne, 2009 (Seria Reportaż)

wtorek, 13 września 2011
Z wizytą w... Nowym Jorku

 

W 1963 roku komunistyczne władze Czechosłowacji zezwoliły grupie artystów na krótki wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Do Nowego Jorku wybrał się m.in. Vladimír Fuka (1926-1977) – malarz, grafik, ilustrator, wnikliwy obserwator i komentator otaczajacej go rzeczywistości. Miasto całkowicie go olśniło, zafascynowało monumentalną i nowoczesną architekturą, światem mediów i błyskawicznej informacji, krzykiem wszechobecnej reklamy, dźwiękami ulicznego jazzu. Oczarowany kolorami, kształtami, fakturami utrwalał swe emocje na papierze. Powstała teka rysunków i grafik, na których Fuka zarejestrował swój obraz Nowego Jorku – miasta, które nigdy nie zasypia. Po powrocie do kraju artysta przedstawił swe prace wydawnictwu, które szybko podjęło decyzję o wydaniu książki. Nad warstwą tekstową książki miał pracować Zdeněk Mahler i z tej okazji po raz pierwszy wyjechał do Ameryki, choć w Nowym Jorku od lat mieszkała jego ciotka i kuzyn. Zdeněk Mahler (ur. 1928) – pisarz, dramaturg i pedagog, po latach pracy na etacie redaktora, wykładowcy i dramaturga od roku 1960 uprawia wolny zawód, głównie pisząc książki i sztuki dramatyczne dla teatru, telewizji i radia. W czasie aksamitnej rewolucji aktywnie wspierał studentów i wyrażał swe poglądy w publicystyce i poprzez działalność związaną z teatrem. Głównym przedmiotem jego zainteresowań jest muzyka.

W Nowym Jorku Zdeněk Mahler i Vladimír Fuka wspólnie pracowali nad książką. Przemierzali aleje i parki, chłonęli atmosferę metropolii, obserwowali tętniące życiem ulice, przyglądali się nowojorczykom i wszystkie wrażenia skrzętnie notowali – słowem i obrazem. Fuka był coraz bardziej oczarowany miastem i zdeterminowany. W tym czasie był już ciężko chory. Przeświadczony o tym, że zostało mu mało czasu, zdecydował się zostać w Ameryce. Wykorzystał pierwszą nadarzającą się okazję, aby wyjechać z Czechosłowacji i osiąść na stałe w Nowym Jorku, mieście swoich marzeń. Rzecz jasna rozzłościło to władze i StB (Státní bezpečnost) nakazała zniszczyć cały, już przygotowany do dystrybucji, nakład książki. Na szczęście Zdeněk Mahler zabezpieczył próbne wydruki, które ponad czterdzieści lat później posłużyły jako makieta do wydrukowania pierwszego wydania książki Nowy Jork.

Przez te prawie pół wieku, jakie upłynęło od powstania książki, świat się skurczył. Wtedy Nowy Jork był dla Czechów i innych narodów, żyjących w komunistycznym reżimie wyśnionym rajem i symbolem wolności. Teraz jest na wyciągnięcie ręki, zwyczajny, raczej uważany za symbol imperialnych ambicji, dominacji pieniądza i krytykowanego konsumpcyjnego stylu życia. Wiele się zmieniło, czy więc książka napisana w latach sześćdziesiątych, z ówczesnej perspektywy może zainteresować dzisiejszego czytelnika? Może. Wspólny projekt Fuki i Mahlera jest zadziwiająco współczesny, aktualny i atrakcyjny. Wydaje się, że to za sprawą doskonałej grafiki i świetnych tekstów, które razem stanowią idealną całość. Trudno jest określić, czym jest właściwie ta książka. Nie jest przewodnikiem dla turystów, reportażem podróżniczym, albumem ani pamiętnikiem. Jest raczej zbiorem złotych myśli, metafor, zapisem wrażeń, czasem danych faktograficznych, a w tym wszystkim ilustracje pełnią równorzędną rolę informacyjną, co słowo. Ta książka składa się z emocji – z fascynacji, oczarowania i marzeń o lepszym życiu, ale też z oszołomienia, dystansu i ironii. Autorzy starali się przybliżyć znaczenie symboliki Nowego Jorku jako fascynującego tygla narodów, religii i kultur.

Książka ukazała się, nakładem czeskiego Wydawnictwa Albatros w 2008 roku w prawie niezmienionej formie. Dziesięć lat temu Nowy Jork stał się celem ataku terrorystycznego, i to właśnie odnotowanie starty nowojorskich bliźniąt, wież WTC, jest jedyną zmianą w stosunku do tekstu z 1964 roku. Książka jest pięknie i starannie wydana. W 2008 roku otrzymała Złotą Wstążkę dla najpiękniejszej książki artystycznej. Wersję polską, pierwszą obcojęzyczną, opublikowało krakowskie Wydawnictwo Bona. Warto po nią sięgnąć.

Na stronie Wydawnictwa Bona możecie zajrzeć do środka!

Źródła:

Wywiad z Zdeňkem Mahlerem (Lidovky, 5.10.2008)

Wywiad z redaktorem czeskiego wydania (radio, 16.10.2008)

Nowy Jork / Vladimír Fuka, Zdeněk Mahler ; przeł. Katarzyna Kępka-Falska. - Kraków: Wydawnictwo Bona, 2011.

Za wieczory spędzone z książką dziękuję Wydawnictwu Bona.

niedziela, 04 września 2011
Powieść nad chmurami. To tak na marginesie

O filmie pisała tutaj Tajnosti. Obrazu Davida Ondříčka nie widziałam, ale ufam, że wszystko przede mną. Jak informuje wydawca, historia Fleischmana, głównego bohatera książki Jaroslava Rudiša, powstała na potrzeby filmu właśnie, choć książka nie jest scenariuszem, ani film nie stanowi wiernej adaptacji powieści.

Fleischman to po prostu Fleischman, nie da się go nie lubić. Zagubiony w chmurach, wpatrzony w niebo, lepiej rozumiejący wyże i niże baryczne niż ludzi, skrupulatnie notujący wartości ciśnienia atmosferycznego, prędkość i kierunek wiatru. Samotny, odrzucony, inny, cudownie wrażliwy, szczery i krok po kroku pokonujący swoje ograniczenia, zahamowania i strachy. Książka lekka, dowcipna, ale zarazem dotykająca spraw trudnych i bolesnych i to na dwóch płaszczyznach – historii jednostki i dziejów całego narodu. To taki koktajl z lekkich cumulusów z małą nutką goryczy. Polecam, bo warto!

To tak na marginesie.

Grandhotel. Powieść nad chmurami / Jaroslav Rudiš, przekład Katarzyna  Dudzic. - Wrocław: Good Books, 2011.

Więcej o książce na stronie wydawcy: Good Books

piątek, 01 lipca 2011
Spotkania autorskie po sąsiedzku

Miesiąc Spotkań Autorskich (Měsíc autorského čtení), początkowo lokalna impreza literacka, przerodziła się w  ważny festiwal, który wpisuje się dziś w letnią ofertę kulturalną Brna i Ostrawy. Organizowany jest od 2000 roku aby promować literaturę czeską i jednego wybranego kraju (były już: Kanada, Francja, Białoruś, Austria). W trakcie trwania festiwalu codziennie odbywają się spotkania autorskie z gościem z wybranego kraju oraz czeskim autorem lub autorką. W tym roku festiwal przekracza granice  i spotkania będą odbywać się w czterech miastach trzech krajów – tradycyjnie w Brnie i Ostrawie, w słowackich Koszycach i we Wrocławiu.

W tym roku miesiąc dla sąsiadów: Czechów, Słowaków i Polaków będzie trwał od 4 lipca do 3 sierpnia 2011 r. i będzie okazją do spotkania m.in.  Wojciecha Kuczoka, Sylwii Chutnik, Mikołaja Łozińskiego, Henryka Grynberga, Mariusza Surosza, Krzysztofa Vargi, Jacka Dehnela, Ryszarda Krynickiego, Stefana Chwina, Ignacego Karpowicza, Adama Zagajewskiego. To z polskiej strony. A z czesko-słowackiej? Do Polski przyjadą m.in. Radka Denemarková, Jiří Gruša, Markéta Pilátová, Petra Hůlová, Pavel Kohout, Veronika Šikulová, i wiele, wiele innych. Codziennie, w każdym z miast będą się odbywały się spotkania z parą pisarzy, masa wrażeń i okazji do rozmowy. Ale fajnie!

Tu strona festiwalu z programem spotkań i miejscami, gdzie będą się odbywać:
http://www.spotkaniapisarzy.pl/2011/


 

środa, 02 marca 2011
Kłopot z sacrum

Wyszperałam to zdjęcie z mojego przepastnego archiwum po przeczytaniu książki Joanny Derdowskiej Praskie przemiany: sacrum i desakralizacja przestrzeni miejskiej Pragi. Tak, dałam się nabrać. Byłam przekonana, że to przykład brutalnej desakralizacji. Ten budynek, o którym zaraz napiszę więcej, wbił mnie w ziemię, a raczej w bruk. Pomyślałam, no przesadzili ci Czesi, naprawdę. Ja rozumiem, że naród bezwyznaniowy i że tylko ok. 40% ludności deklaruje przynależność do jakiejś grupy wyznaniowej. Do tego praktykujący katolicy to już zupełna garstka, a kościołów u nich dostatek. Ale przerobić kościół na hotel? W życiu bym tam spokojnie nie zasnęła. Podobnie zresztą nie rozumiem sensu wyszywania monogramów JPII na śnieżnobiałych ręcznikach w pewnym polskim pensjonacie o podwyższonym standardzie. Pensjonat ma patrona, który jest uwieczniony w oficjalnej nazwie, ale domem pielgrzyma jednak nie jest. I za przywilej złożenia głowy na poduszce z takim samym monogramem trzeba nieźle zapłacić.

Kościół, jako obiekt sakralny, kiedy przestaje być miejscem sprawowania kultu, może pełnić wiele innych funkcji. Najczęściej są to galerie, sale koncertowe, muzea itp. I raczej nie budzi to w nikim sprzeciwu. Tak jakby nasza wrażliwość na sferę sakrum, dopuszczała wykorzystanie tych budynków do celów wyższych, obcowania ze sztuką, kulturą, czy nauką. Jednak urządzenie hotelu w dawnym kościele pewnie w wielu z nas wzbudzi jeśli nie sprzeciw, to chociaż niesmak.

Budynek, który mnie tak zadziwił, posiada elewację do złudzenia przypominającą świątynię, ale kościołem nigdy nie był. Jest to pałac Questenberk, w którym mieścił się szpital św. Elżbiety, a później szkoła parafialna. Znajduje się on na Malej Stranie na Loretanske Namesti i choć należał do pobliskiego klasztora na Strahowie, nigdy nie miał charakteru sakralnego. Jego fasada, która jest jedynie barokową stylizacją, zmyliła wielu poszukiwaczy zdesakralizowanych obiektów w Czechach. Można rzec, że to taki żart.

Książkę Joanny Derdowskiej, choć jest naukową rozprawą socjologiczną, czyta się jak najlepszą powieść. Pojęcie procesu sakralizacji i desakralizacji nie odnosi się jedynie do miejsc i obiektów związanych z kultem religijnym, ale również do tych, które są nacechowane symbolika narodową lub swoistym kultem miejsca – genius loci. Wiele w tym tekście odwołań do konkretnych miejsc, co z pewnością ułatwia czytelnikowi wędrówkę po mieście i własną konfrontację z Pragą magiczną. Cenne uwagi o funkcjonowaniu w skomercjalizowanej rzeczywistości miejskich legend, duchów i tajemnic, pozwalają szerzej  spojrzeć na to niesamowite miasto. Magiczne, złote, cudowne.

Praskie przemiany: sacrum i desakralizacja przestrzeni miejskiej Pragi / Joanna Derdowska. - Kraków, 2006.

sobota, 25 września 2010
Pepiki, czyli śmiejące się bestie

Ależ zła byłam za ten tytuł. To słowo, lekceważące a nawet lekko obraźliwe określenie Czechów, wpisuje się w najgorsze stereotypy, jakie Polacy powtarzają o swych południowych sąsiadach. Podtytuł nie ratował sytuacji. Było mi zwyczajnie głupio i trochę wstyd, ale po książkę oczywiście sięgnęłam. Jest świetna. Autor ma szeroką wiedzę historyczną (co nie dziwi, ukończył historię i filozofię), ale też lekkie pióro. Kilkanaście zbeletryzowanych biografii bohaterów Czech i Słowacji XX wieku czyta się jak najlepszą powieść. Losy opisanych postaci są dramatyczne, zawikłane, pełne niełatwych wyborów, trudnych decyzji, a jednocześnie takie zwyczajne i ludzkie. To mi się właśnie podoba, że każdy rozdział poświęcony jest człowiekowi – a nie Prezydentowi, Generałowi, Artystce (koniecznie z wielkiej litery!) – czy też innej ważnej funkcji. Historia – fakty, daty, nazwiska i atmosfera minionych lat - jest równorzędną bohaterką książki. Lektura rozbudza ciekawość i poszerza wiedzę. Łamie stereotypy o Czechach. Treść stanowi swoistą przeciwwagę do tytułu: stereotyp – rzetelna wiedza, lekceważenie – zrozumienie i docenienie. Teraz, gdy przewróciłam ostatnią kartkę tej książki, już nie złoszczę się na tytuł. Ten kontrast najprawdopodobniej był zamierzony. Mam nadzieję, że to nie tylko polityka wydawnictwa.

Teksty były już wcześniej publikowane w prasie i są zamkniętymi całościami, stąd czasem miałam wrażenie, że pewne wątki się powtarzają. Nie przeszkadza to jednak w lekturze. Wrócę jeszcze pewnie do tych rozdziałów, w których autor przestawia najciekawsze, według mnie, ludzkie losy – dziennikarki, murarza, poety, filozofa, czy malarki.

I jeszcze jedno, o ile znam Czechów, nie przejęli by się za bardzo tym tytułem.

Pepiki : dramatyczne stulecie Czechów / Mariusz Surosz. – Warszawa: W.A.B., 2010.

środa, 28 października 2009
Kością w gardle

Właśnie przewróciłam ostatnie kartki powieści Radki Denemarkovej "Pieniądze od Hitlera"... Książki mocnej, przejmującej, wstrząsającej, nie pozostawiającej czytelnika obojętnym.

Akcja początkowo odgrywa się w 1945 roku, kiedy to Gita Lauschmann powraca stamtąd - z obozu koncentarcyjnego do domu. Ale domu już nie ma, choć na kołku wisi kapelusz ojca, niegdyś szanowanego obywatela, poważanego gospodarza, dajacego pracę i radę niemal całej wsi, teraz największego wroga - żydowskiego Niemca. Gita, ponownie jak wielu czechosłowackich obywateli o żydowsko-niemieckich korzeniach przeżywa gehennę poniżenia, odrzucenia i nienawiści. Brutalnie pobita, pozostawiona sama sobie, przeżywa tylko dzięki pomocy kobiety, która drżąc ze strachu o siebie i swe nienarodzone dziecko karmi Gitę rozmoczonym chlebem i wygania na siłę, by uniknęła śmierci z rąk nowych właścicieli jej rodzinnego domu.
Gita przeżywa swoje życie, na każdym kroku naznaczone cierpieniem. Po latach, w 2005 roku, powraca do rodzinnej posiadłości by szukać sprawiedliwości i zadośćuczynienia. Chce rehabilitacji swojego ojca i prawdy, jednak jej pojawienie się we wsi wywołuje lawinę emocji i zdarzeń. Każdy mieszkaniec wsi nosi w sobie piętno przemocy, strachu, nienawiści i litości. Nic nie jest biało-czarne, nie ma jednej prawdy, krzywd nie da się naprawić, zadośćuczynienia nie będzie.
Książka, na zaledwie dwustu paru stronach niesie ogromny ładunek emocjonalny. Język powieści - suchy i dosadny, niemal "reporterski", jeszcze bardziej potęguje te emocje.

Na okładce wydawca przytoczył fragment wypowiedzi autorki dla tygodnika "A2".  
...współczesna literatura nie dostrzega trupów, które naród czeski ukrywa w szafie. Gdybyśmy ten pięknie zdobiony mebel otworzyli, to przywaliłby nas wszystkich. A ja dokładnie im się przyglądam i przymierzam je do ludzkich losów. (...) Nie chcę, żeby moje książki były deserem po kolacji. Chcę, żeby stanęły kością w gardle.

Bardzo dobra literatura, szczerze polecam.

Powieść była zakwalifikowana do pólfinału tegorocznej Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus.

Radka Denemarková, Pieniądze od Hitlera. Przekł. Tomasz Timingeriu, współpraca Olga Czernikow. Wrocław, Oficyna Wydawnicza ATUT, 2008.

środa, 21 października 2009
Angelus 2008

Może trochę nie na temat, ale mam nadzieję, że zgrabnie wplotę w tę notkę motyw czeski.

Na portalu wirtualnywydawca.pl ogłoszono listę książek – finalistek Literackiej Nagrody Europy Środkowej ANGELUS. Nagrodą wyróżnia się pisarzy pochodzących z Europy Środkowej, którzy podejmują wątki przenikania się narodowości i kultur we współczesnej Europie. Nagroda jest przyznawana za najlepszą książkę prozatorską opublikowaną w języku polskim w roku poprzednim a jej fundatorem jest miasto Wrocław, które ze względu na swe położenie i historię, może śmiało być nazwane tyglem kultur i prądów umysłowych.

Do finalistów tegorocznego Angelusa zaliczają się dwie świetne książki polskich autorów, które były również nominowane do nagrody NIKE 2009. To Bambino Ingi Iwasiów i Gulasz z turula Krzysztofa Vargi.

Pozostałe nominacje: Ihar Babkou Adam Kłakocki i jego cienie (Białoruś), Miljenko Jergović Ruta Tannenbaum (Bośnia), Bernhard Schlink Powrót do domu (Niemcy) oraz (i tu czeski akcent!) Ota Filip Sąsiedzi i ci inni, Josef Škvorecký Przypadki inżyniera ludzkich dusz (Czechy).

Przyznaję, że z racji moich zainteresowań, znam jedynie tytuły i nazwiska polskich i czeskich autorów. Sama idea nagrody bardzo mi się podoba i chętnie sięgnę po pozostałe książki.  Tymczasem zachęcam do zagłębienia się w literaturze czeskiej, myślę że dość dobrze reprezentowanej na naszym rynku wydawniczym. Cały czas noszę się z zamiarem popełnienia kilku notek o literaturze czeskiej w polskich przekładach. Szkoda, że ten blog http://czeskaliteratura.blox.pl/html nie jest kontynuowany.

Strona Literackej Nagrody Europy Środkowej ANGELUS http://www.angelus.com.pl/

***

7.12.2009: Angelus dla czeskiego pisarza Josefa Skvoreckiego!

info za: http://www.instytutksiazki.pl/

 

piątek, 02 października 2009
Gratias agit dla Mariusza Szczygła

Dziś Mariusz Szczygieł odbierze w Pradze nagrodę Gratias agit, która jest przyznawana osobom i organizacjom za szerzenie dobrego imienia Republiki Czeskiej za granicą.

Książka Gottland, zbiór reportaży o współczesnych Czechach i Czechosłowacji, została doceniona w Polsce i na świecie. W 2007 roku nominowana do nagrody NIKE, została wyróżniona w plebiscycie czytelników. Przetłumaczona na osiem języków, w Czechach kilkakrotnie dodrukowywana.

Książka świetna, serdeczne gratulacje!

źródło: http://www.instytutksiazki.pl/pl,ik,site,6,4,23190.php

edit: 10.12.09 Nagrody się sypią... :)

Książka "Gottland" Mariusza Szczygła otrzymała w środę, 9 grudnia, w Brukseli nagrodę European Book Prize 2009.

info za http://wirtualnywydawca.pl/

 

 

 
1 , 2